Samotna starsza kobieta przyjęła czterech byłych
Powoli usiadła przy stole. Nigdy wcześniej nie trzymała w rękach takiej sumy. Tymczasem na zewnątrz wiatr ucichł. Burza śnieżna osłabła, a wieś zaczęła powoli się budzić. Minęła zaledwie godzina, zanim wiadomość rozeszła się po okolicy. — U Margaret w nocy byli jacyś obcy faceci! — Czterech! podobno mają tatuaże!
— A rano zniknęli! Sąsiedzi zaczęli zbierać się przed jej domem. Kiedy Margaret w końcu otworzyła drzwi, przed nią stała połowa wioski. — Margaret, wszystko w porządku? — wykrzyknęła sąsiadka, pani Nowakowa. — Nie zrobili ci krzywdy? — Niczego ci nie zabrali?
Margaret długo ich tylko obserwowała. Potem powoli pokręciła głową. — Nie… — powiedziała cicho. Na chwilę się zawahała. Następnie ustąpiła na bok.