„Opona,” powiedziała, bezradnie gestykulując. „Po prostu się przebiła. Mam spotkanie w Portland za 90 minut, to kluczowe spotkanie, którego nie mogę przegapić.” Michał sprawdził zegarek. 7:42. Jeśli szybko zmieni oponę, może zdążyć do pracy na 8:15. „Mogę pomóc. Masz koło zapasowe?” Na jej twarzy pojawiła się ulga.
„W bagażniku, ale nie wiem, jak to zrobić. Nigdy nie zmieniałam opony.” „Nie martw się. Zajmę się tym.” Michał otworzył jej bagażnik, znajdując zapasowe koło i podnośnik. Podczas gdy pracował, kobieta stała obok, jedna ręka chroniąc brzuszek. „Bardzo dziękuję. Zadzwoniłam po pomoc drogową, ale powiedzieli, że to zajmie 45 minut minimum. Jestem Katarzyna, a ty?”
„Michał.” „Nie ma sprawy. Nie można zostawić ciężarnej kobiety w potrzebie.” Ustawił podnośnik, zaczął luzować nakrętki. Opona była zaciśnięta na tyle mocno, że walczył z nią. „Masz dzieci?” zapytała Katarzyna. „Córkę. Lily. Ma dziewięć lat.” Michał z wysiłkiem odkręcił pierwszą nakrętkę. „Samotny rodzic.”
„Skąd zgadłaś?” „Sposób, w jaki powiedziałeś jej imię. Ten ton, w którym jest miłość i zmęczenie. Katarzyna lekko się uśmiechnęła. „Moja siostra jest samotną mamą. Rozpoznałam to.” Michał pracował w skupieniu, czując, jak upływa czas. 7:51. 7:56. W końcu opona spadła. Zapasowe koło zostało założone. Gdy dokręcał ostatnią nakrętkę, zadzwonił telefon Katarzyny.
„Tak, wiem, że się spóźniam,” powiedziała do telefonu, słychać było stres w jej głosie. „Miałam problem z samochodem. Będę najszybciej jak mogę.” „Nie, nie zaczynajcie beze mnie. To moja firma i moje spotkanie.” Odłożyła słuchawkę, widocznie sfrustrowana. „Już po wszystkim,” powiedział Michał, opuszczając podnośnik.