Rok później, pewnego rześkiego wiosennego poranka, Corinne poczuła, że jej siły słabną.
Augusta i Raymond odeszli już wtedy, oboje pochowani na małym cmentarzu za posiadłością, z widokiem na hektary pól pszenicy.
Delphine siedziała przy jej łóżku. „Jestem tutaj,” powiedziała. „Nie jesteś sama.”
Corinne słabo się uśmiechnęła. „Nigdy nie byłam sama. Nie od tamtego dnia na drodze.”