Śmiejąc się, dzieci powiedziały: „Zobaczymy, czy

Raymond opowiadał historie z młodości, o podróżujących muzykach i świętach żniwnych, historie, które sprawiały, że Corinne czuła, że świat jest większy i życzliwszy, niż kiedykolwiek pozwalała sobie wierzyć.

Czasem Corinne siedziała na werandzie z Delphine, która teraz często odwiedzała i zabierała ze sobą swoje dzieci.

Rozmawiały o wdzięczności. Rozmawiały o przebaczeniu, ale też o granicach.

Zgodziły się, że przebaczenie nie oznacza pozwolenia, by ktoś zranił cię ponownie. Oznacza uwolnienie się od ciężaru goryczy.

W dniu sześćdziesiątych trzecich urodzin Corinne, na posiadłości odbyła się uroczystość. Grała muzyka ze starego gramofonu. Śmiech unosił się jak fajerwerki.

Augusta objęła ją i powiedziała: „Uratowałaś nas, Corinne. Dałaś nam godność, którą myśleliśmy, że straciliśmy.”

Corinne oparła się o laskę i odpowiedziała: „Nie uratowałam was. To wy mnie uratowaliście. Daliście mi to, czego najbardziej potrzebowałam. Daliście mi poczucie przynależności.”

Delphine objęła je obie. „Jesteście rodziną. I na tym koniec.”

Tamtej nocy, po wyjściu ostatniego gościa i gdy gwiazdy migotały jak rozrzucone lampiony, Corinne poczuła spokój tak pełny, że ledwo mogła oddychać.

Szeptała w ciszy: „Żyłam dobrze. Kochałam dobrze. To wystarczy.”