„Nie zaprzeczam. Jesteś sprytny. Jak już mówiłem, widać, że mieszkanie jest w dobrych rękach”.
— Nie o to chodzi, Balázs. Nie chodzi o to, że jesteś sprytny. Chodzi o to, że nie ma tu ani jednego gwoździa, który wbiła twoja ręka. Nie ma ani jednego forinta, którego byś zarobił. Nie ma ani jednego dnia, żebyś stał przy mnie.
Jego uśmiech powoli zniknął.
„Wtedy przeprosiłem…” mruknął. „Oboje byliśmy zdenerwowani”.