Skinął głową i wyszedł.
Drzwi zamknęły się cicho. Stałam tam jeszcze kilka sekund, opierając się o nie plecami. Nie było drżenia. Nie było łez. Nie było żalu. Po prostu zamknięcie.
Skinął głową i wyszedł.
Drzwi zamknęły się cicho. Stałam tam jeszcze kilka sekund, opierając się o nie plecami. Nie było drżenia. Nie było łez. Nie było żalu. Po prostu zamknięcie.
Wróciłem do kuchni, schowałem teczkę z powrotem do szafki. Umyłem kubki. Odkręciłem kran — działał idealnie. Woda płynęła równo i równo.
Usiadłem przy stole i poczułem dziwną ulgę. Jakbym zdał egzamin. Nie przed nim – przed sobą.
Mój telefon zawibrował. SMS od syna: „Mamo, jesteś w domu? Wpadnę wieczorem”.
Uśmiechnąłem się.
Kiedy przyjechał wieczorem, opowiedziałam mu wszystko. Bez dramatu. Bez złości.