— Nie potrzebuję twoich przeprosin. Nie jesteś mi nic winien.
— Wiem. Nie przyszedłem, by przepraszać i odejść — odpowiedział, przełykając ślinę. — Skontaktowałem się z prawnikiem. Chcę ponownie omówić warunki rozwodu. Byłem niesprawiedliwy. Mogę naprawić — nie wszystko, ale tyle, ile mogę. To moja odpowiedzialność.
— Myślisz, że alimenty wszystko naprawią?
— Nie. To tylko minimum.
Zimny ocean przyniósł chłodny powiew między nimi.
— Chcesz wiedzieć, kto jest ojcem? — zapytała, spoglądając ukradkiem.
— Nie musisz mówić.
— Odszedł, kiedy mu powiedziałam. Nie był gotowy.
— Przykro mi.
Patrzyła na niego chwilę, łagodniej niż wcześniej. — Nie jesteś zły, Evan. Po prostu przyzwyczajony do życia, jakby konsekwencje nie należały do ciebie.
Słowa wbiły się w kości. — Staram się zmienić — powiedział.
Claire spojrzała na brzuch, potem na niego. — Nie potrzebuję ratunku. Jeśli chcesz być szczery, są w Hillcrest kliniki prenatalne, które robią cuda z niczym. Pomóż im. Wydaj pieniądze tam, gdzie naprawdę mają znaczenie.
Evan przytaknął. — Zrobię to.
Claire zrobiła kilka kroków i odwróciła się.