— Że co? Że możesz żyć bez sieci wsparcia? Że poradzisz sobie sama? Życie nie jest uporządkowane jak twój portfel.
Cisza.
— Nie chciałem, żeby do tego doszło — rzekł w końcu.
— Nikt tego nie chce — odparła, odchodząc od ściany. — Ciesz się kolacją.
Jazz wciąż grał, a Evan wrócił do stołu z myślami gdzie indziej. Kendra układała włosy, pytając o filtr do zdjęcia, a on nie odpowiedział. Przypomniał sobie jej marzenie o cukierni, którą chciała prowadzić. Lata wsparcia w zamian za wieczne „po następnej transakcji, kochanie”. Ten „po” nigdy nie nadszedł.
— Myślę, że dla mnie ta noc się kończy — powiedział w końcu.
— Jest dopiero dziewiąta trzydzieści — zdziwiła się Kendra.
— Długi dzień. Zamów, co chcesz; wrócisz z kierowcą.
Na zewnątrz Evan zapytał hostessę o Claire, o późny koniec zmiany. Po chwili odpowiedziała, że ma podwójną zmianę do północy. Evan wyszedł w ciepły wiatr i jechał bez celu. Na światłach zobaczył kontakt „Claire (stary numer)” i napisał: „Nic mi nie jesteś winna, ja tobie też nie. Ale jeśli chcesz porozmawiać, tylko rozmawiać, jestem tu.”
Tej nocy nie spał. Nie ze współczucia, lecz z poczucia winy. Trzy dni później wrócił do „Elysian” w jeansach i koszulce, bez zegarka. Czekał przy wyjściu. O 23:45 Claire wyszła z kuchni i go zobaczyła.
— Poczekaj. Proszę.
Zatrzymała się, lecz wciąż w bezpiecznej odległości. — Dlaczego tu jesteś, Evan?
— Myślałem o tym, co powiedziałaś.