Tego wieczoru siedzieli na ławce na podwórku. Nad niebem przeleciał samolot.
Maria spojrzała na niego, jak zawsze.
Ale tym razem nie powiedziała: „Może to mój chłopiec”.
Bo jej chłopcy byli obok niej.
I po raz pierwszy od dwudziestu lat nie czekała.
Odpoczywała.
A marzenie, dla którego sprzedała wszystko, powróciło do niej… z dziesięciokrotną siłą.