To była sprawiedliwość.
Tydzień później siedzieliśmy na werandzie mojego domu. Proste drewniane schody, nie marmur. Ciepła herbata, nie kryształowe kieliszki.
To była sprawiedliwość.
Tydzień później siedzieliśmy na werandzie mojego domu. Proste drewniane schody, nie marmur. Ciepła herbata, nie kryształowe kieliszki.
Emily miała krótsze włosy. Nierówne. Prawdziwe.
— Boję się zaczynać od nowa — powiedziała.
Objąłem ją.
— Od nowa nie znaczy od zera — odpowiedziałem. — Masz mnie.