Starsza dziewczynka, Lily, według podpisu, patrzyła prosto w kamerę...

Podniosłem ją delikatnie, jak wtedy, gdy miała trzy lata i zasnęła mi na ramieniu po pierwszym dniu w przedszkolu. Była tak lekka. Zbyt lekka. Jej głowa opadła na moją pierś, a oddech był urywany, płytki, jakby każdy wdech był walką.

— Wezwij karetkę — powiedziałem cicho, nie patrząc na Margaret.

— To niepotrzebne dramatyzowanie — odparła lodowato. — Ma tylko histerię.

Histerię.

Moja córka płonęła gorączką. Jej nadgarstki były posiniaczone. Na ramieniu widniał ślad dłoni. A oni mówili o histerii.