Pierwsze oznaki pojawiły się spokojnej grudniowej nocy. Niebo nagle się zamknęło, a wiatr zaczął wiać z siłą, jakiej mieszkańcy wioski nie widzieli od lat.
Rano ulice były pełne połamanych gałęzi. Na kilku dachach brakowało dachówek. Ludzie wychodzili z bram przestraszeni, komentując:
— Nigdy nie mieliśmy takiej zimy… — Mówisz, że niebo jest na nas złe.
Nikt jeszcze nie myślał o Marii.
Następnego dnia rozpoczął się prawdziwy koszmar.