Przez kilka sekund Alexandru czuł, że wszystkie jego kontrakty warte setki tysięcy lei, wszystkie wille i drogie samochody nie były w tej chwili warte nawet oddechu jego dziecka.
Wziął głęboki oddech i zamiast unikać prawdy, spojrzał na nich oboje i powiedział wyraźnie:
— Gdybyście chcieli… moglibyście wrócić do naszego życia. Nie jako pracownik. Ale jako ważna dla niego osoba.
W tym momencie Sofia zamyśliła się. Nie chciała stracić pracy, to zależało od niego. Ale nie mogła też deptać sobie po duszy. Podniosła wzrok i powiedziała ciepłym, lecz stanowczym głosem:
— Nie chcę już, żeby mi płacono za kochanie go. I tak robiłam to za darmo. Ale jeśli chcecie porozmawiać… po ludzku… jestem otwarta.
Pani Maricica uśmiechnęła się z zadowoleniem, po czym usiadła z powrotem. W restauracji zamiast hałasu panowała pełna szacunku cisza, jakby ludzie byli świadkami czegoś większego niż oni sami.
Alexandru zrobił krok naprzód: