Syn został lekarzem i zostawił swoją niewidomą matkę z niczym…
A sprawa trafiła do izby lekarskiej. Po miesiącu Michał stracił prawo wykonywania zawodu — tymczasowo, „do wyjaśnienia okoliczności”. Po dwóch — reputację. Po trzech — niemal wszystkich pacjentów. Żona przestała patrzeć mu w oczy.
Teściowa powiedziała kiedyś przy kolacji: „Zawsze myślałam, że z matkami tak się nie postępuje”. Nie odpowiedział. Tymczasem pani Zofia Kowalska wróciła do swojego domu. Nie sama.
Anna pomogła jej posprzątać, a kobiety z okolicy — te same, dla których Zofia przez lata prała bieliznę — przychodziły jedna po drugiej. Jedne z jedzeniem, inne z kocem, jeszcze inne tylko po to, by posiedzieć obok. Po pół roku w domu powstał mały punkt pomocy dla osób niewidomych. Bez szyldu. Bez wielkich słów. Zofia siedziała przy stole i uczyła inne kobiety rozpoznawać monety dotykiem, porządkować dokumenty, nie bać się zadawać pytań.