Tego popołudnia zmusiłam się do wstania z łóżka. Znów wwieziono mnie

Odwrócił się i odszedł, jego wypolerowane buty wyznaczały zimny rytm na podłodze szpitala Ángeles w Meksyku, mijając zdjęcia uśmiechniętych noworodków i pełnych nadziei rodziców, którzy zdawali się kpić z właśnie zakończonej transakcji. Za nim troje niemowląt walczyło o powietrze w przezroczystych inkubatorach, praktycznie bez ojca.

Następnego ranka obudziła się rozwiedziona, nieubezpieczona i bezbronna prawnie. Tymczasem Alejandro zjechał windą na podziemny parking, gdzie czekał na niego jego czarny mercedes z włączonym silnikiem.

Sprawdził telefon. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Isabel Núñez:

Wszystko gotowe?

Odpowiedział jednym słowem:

Tak.

Gdy samochód włączył się do zatłoczonego Paseo de la Reforma, Alejandro uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie. Moment był idealny. Żadnych niezręcznych walk o opiekę nad dziećmi, żadnej kruchej żony, która mogłaby go rozpraszać. Za sześć tygodni jego firma miała wejść w najważniejszą rundę inwestycyjną. Inwestorzy chcieli siły, a nie sentymentalizmu. Chcieli mężczyzny, który bez wahania zerwie więzi.