Tego popołudnia zmusiłam się do wstania z łóżka. Znów wwieziono mnie

Alejandro Villalba spojrzał na siebie w lustrze w swoim penthousie w Polanco, poprawiając jedwabny krawat. Światło wpadało przez okna, oświetlając miasto, które zdawało się mu poddawać.

Jej telefon zawibrował:

Alert w kalendarzu: Śniadanie Inwestorów, 9:00 rano.

Rozwód przebiegł chirurgicznie. Czuł się lżejszy. Żadnych wizyt w szpitalu. Żadnych wyjaśnień.

„Stało się” – powiedział Isabel, gdy do niej zadzwoniła.

„Mówiłam ci” – odpowiedziała z cichym śmiechem. „Trzeba było tylko być zdecydowanym”.

—Zawsze tak jest.

Tymczasem dr Naomi Reed przeglądała akta w małym gabinecie na końcu korytarza oddziału intensywnej terapii noworodków. Trzy identyfikatory. Troje wcześniaków oznaczonych do „przeglądu finansowego”.

—Czy potwierdzamy redukcję interwencji, jeśli nie ma zasięgu? — zapytała pielęgniarka.

„Absolutnie nie” – odpowiedziała stanowczo Naomi.

Odwiedziła mnie tamtej nocy.