Ibi wpatrywał się w okno, czując mdłości, gdy wspinali się coraz wyżej. Mijali sosny, rozmazane, wysokie i ciemne. Samochód zatrzymał się na opuszczonym punkcie widokowym, chronionym jedynie zardzewiałą metalową balustradą. Wiatr wiał gwałtownie, smagając płaszczami ochroniarzy, którzy jako pierwsi wyszli, by zabezpieczyć teren. Sebastian wysiadł z samochodu i pomógł Ibiemu. Jego dłoń była zimna, ale uścisk mocny. Doszli do krawędzi przepaści. W dole, setki metrów dalej, leżał szkielet spalonego lasu, który nigdy w pełni nie odbudował się.
„To tu się stało” – powiedział Sebastian, a jego głos stłumił wiatr. Była 23:00. Pędziłem jak szalony. Ciężarówka wjechała na nasz pas. Straciłem panowanie nad samochodem. Ibi wpatrywała się w otchłań, wyobrażając sobie upadek, ogień, grozę. „Jak ja to przeżyłam?” – wyszeptała. „Właśnie tego się dowiemy” – powiedział detektyw Cole, podchodząc z grubą teczką pod pachą. „Panie Cross, przeglądałem po drodze oryginalny raport z sekcji zwłok”.
Coś mi tu nie gra. „Co masz na myśli?” zapytał Sebastian, gwałtownie się odwracając. Cole otworzył teczkę i wyciągnął pożółkłą kartkę papieru. Koroner napisał, że ciało było tak zwęglone, że identyfikacja wzrokowa była niemożliwa. Posłużyli się dokumentacją stomatologiczną. „Ale proszę spojrzeć, w badaniu ginekologicznym nie ma wzmianki o ciąży”. Sebastian wyrwał mu kartkę z rąk. „Powiedzieli, że ogień strawił wszystko”. „Ogień nie spala kości, panie Cross” – przerwał mu Cole. „Gdyby dziecko umarło w jej łonie, znaleźliby szczątki płodu, szkielet, cokolwiek”.
Ale raport jest pusty, co oznacza jedną z dwóch rzeczy. Albo koroner był niekompetentny, albo ktoś mu zapłacił za przymykanie oczu, albo urodziła przed śmiercią, powiedziała Ivy, wpatrując się w las poniżej. Mężczyzna w skórzanej kurtce. Wyciągnął mnie. Musimy tam zejść” – powiedział Sebastian, podchodząc do bagażnika po liny. „Chcę zobaczyć dokładnie to miejsce, panie Cross. To niebezpieczne” – ostrzegł Cole.
Ale mam lepszy trop. W raporcie policyjnym jest prawie nieczytelny przypis, telefon od miejscowej pielęgniarki z tej samej nocy. Pielęgniarki. Sebastian się zatrzymał. Tak, Martha Higgins. Pracowała w wiejskiej klinice w sąsiednim miasteczku. Zadzwoniła na policję, żeby zgłosić podejrzanego mężczyznę próbującego ukraść sprzęt medyczny, ale policjanci byli zbyt zajęci jej wypadkiem i zignorowali ją. Gdzie mieszka ta kobieta? – zapytał Sebastian, ciągnąc liny z powrotem w stronę samochodu.