Cała sala nagle zwróciła się w naszą stronę. Poczułam, jak krew odpływa mi z policzków, a nogi drżą. Leonard zamarł. Jego wzrok, ostry jak nóż, zatrzymał się na dziecku… a potem na mnie.
Nie miałam dokąd uciec.
Chciałam wziąć Lucę w ramiona i odejść, ale było za późno. Leonard zszedł już ze sceny, krocząc przez tłum z tą zimną pewnością siebie, którą znałam aż za dobrze. Każdy jego krok przypominał mi o wszystkim, co straciłam.
„Isabelo?” powiedział cicho, ale mnie to zaniepokoiło.
Przełknęłam ślinę.