Poczułam, jak oczy mi łzawią. Leonard patrzył na niego długo, a potem odwrócił się do mnie.
„Chcę być częścią jego życia, Isabelo. Nie mogę zmienić przeszłości, ale mogę walczyć o teraźniejszość”.
Przez chwilę milczałem. Prawdę mówiąc, ja też nie chciałem uciekać.
„Dobrze” – powiedziałem cicho. „Ale tym razem obiecaj mi, że nie pozwolisz, by strach znów nas zniszczył”.
Leonard podszedł bliżej i wziął mnie za rękę.
„Obiecuję. Dla ciebie. Dla niego”.
W tym momencie Luca uniósł globus do światła, a blask zaczął tańczyć wśród złotych refleksów w pokoju. Spojrzałem na nich – ojca i syna – i wiedziałem, że niezależnie od tego, jak trudna była podróż, w końcu dotarliśmy do domu.
Po raz pierwszy od ośmiu lat nie uciekałem. Żyłem.