zamarli
Autobus był zatłoczony. Większość pasażerów była starsza, niektórzy trzymali torby ze sznurkiem, inni rozmawiali o cenach i pogodzie.
Młody mężczyzna około osiemnastu lat siedział na jednym z miejsc przy przejściu. Miał tatuaże na ramieniu i szyi oraz lekki zarost na twarzy. Miał na sobie ciemną koszulkę i wyglądał na bardzo zmęczonego.
Nie rozmawiał z nikim, tylko patrzył przed siebie.
Na następnym przystanku wsiadła matka z dwójką małych dzieci. Jedno dziecko trzymało ją za rękę, drugie wtulone w bok.
Nie było wolnych miejsc. Kobieta rozejrzała się i natychmiast skupiła wzrok na młodym mężczyźnie. Podeszła do niego i powiedziała głośno, nie ukrywając irytacji:
"Młody człowieku, zrezygnuj z miejsca. Mam dwoje dzieci."
Autobus stopniowo ucichł. Kilka osób odwróciło się w ich stronę. Młody mężczyzna spojrzał na nią spokojnie, ale nie wstał.
Młody mężczyzna spojrzał w górę, ale nie wstał.
"Nie widzisz? Mam dwoje małych dzieci," powiedziała głośniej. "A może cię to nie obchodzi?"