„Poruszałeś moją nogą” – powtórzyłam, jakbym nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyłam.
Jego wzrok zwrócił się na mnie, a w jego spojrzeniu nie było żadnego dystansu. Była to mieszanka strachu, gniewu i pewnego rodzaju zmęczenia psychicznego.
„Lidia… posłuchaj mnie”.
„Od jak dawna jesteś w stanie chodzić?” – zapytałam drżącym głosem.
Na sekundę zamknął oczy.
„Kilka miesięcy”.
Atmosfera w pokoju nagle się zmieniła, jakby ściany zamykały się wokół nas. Czułam bicie serca w uszach. Uklękłam, próbując zebrać myśli.
„Dlaczego skłamałaś? Dlaczego pozwoliłaś wszystkim myśleć, że jesteś sparaliżowana?”
Nie odpowiedział mi od razu. Zamiast tego, cofnął się nieco, opierając dłonie na podłodze. Nie wstał, jakby to również było częścią jego gry.
„Bo tak było lepiej” – mruknął.
„Dla kogo?” – zapytałam ostrzej, niż zamierzałam.