Po kilku minutach, między szlochami, zaczęła mówić.
„Nie chciałam tego przed tobą ukrywać, ale… bałam się”. Przechodziłam przez rzeczy, których nie potrafiłam powiedzieć. Zanim cię poznałam, byłam zaręczona z mężczyzną, który mnie bił. Wmówił mi, że jestem nic niewarta. Że jestem tylko przedmiotem.
Zamknęła oczy, a łzy spływały jej po policzkach. „Pewnej nocy o mało nie zaparło mi tchu. Sąsiedzi mnie uratowali. Od tamtej pory każdy dotyk… każda bliskość… przyprawia mnie o drżenie”.
Jej słowa przeszyły mnie niczym nóż. Cała złość, wstyd i podejrzliwość zniknęły. Wstałem i ostrożnie naciągnąłem na nią koc, a potem usiadłem na brzegu łóżka.
„Nie musisz się bać” – powiedziałem cicho. „Nie musisz pozwalać mi się dotykać. Pozwól mi po prostu być tu. Z tobą”.
Spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Wziąłem ją za rękę i delikatnie ją ścisnąłem.
Nasza noc poślubna, która miała być początkiem namiętności, stała się początkiem uzdrowienia. Siedzieliśmy do rana, rozmawiając, płacząc, milcząc.