W nocy bezdomny mężczyzna ubrany w brudne ubrania i boso

„Czy ty… czy ty właśnie przyszedłeś mi to dać?” zapytałam, zawstydzona własnymi myślami.

Skinął głową. „Chciałam ci tylko oddać. Nie chciałam cię straszyć…”

Przez chwilę wstydziłam się swojego strachu. Oceniałam go po ubraniu, po wyglądzie, nie myśląc, że on też jest człowiekiem, tak jak ja.

Rozejrzałam się. Przejście dla pieszych było puste, a zimny jesienny wiatr zdmuchnął liście na asfalt.

„Dziękuję…” powiedziałam niemal szeptem. „Czy mogę ci coś dać? Może trochę pieniędzy na jedzenie…”

Uśmiechnął się słabo, nie pokazując zębów. „Nie, nie dlatego za tobą poszedłem. Ale… jeśli masz dodatkowy bochenek chleba, nie odmówię”.

Otworzyłam torbę, wyjęłam bułkę, którą kupiłam w sklepie, i podałam mu ją. Wziął ją obiema rękami, jakby to była jakaś świętość.