W oczach mojego męża, Laurenta Dubois, jestem zwykłą gospodynią domową

Jej wzrok przesunął się po pokoju… aż zatrzymał się na mnie.

Przez sekundę zapadła absolutna cisza.

Następnie, ku zdumieniu wszystkich obecnych, Bernard Lefèvre podszedł prosto w moim kierunku.

Zostawił teczkę na podłodze.

I skłonił się głęboko.

—Pani Prezydent—powiedział wyraźnie i z szacunkiem.

Dźwięk spadających szklanek mieszał się z przytłumionymi westchnieniami.

Laurent był przerażony.

Camille instynktownie sięgnęła po naszyjnik.

Spokojnie położyłem tacę na stole.

Zdjąłem opaskę.

Następnie fartuch.

I podszedłem do środka pokoju.

„Dobry wieczór” – powiedziałem spokojnie. „Proszę wybaczyć mój strój. Wygląda na to, że doszło do pewnego zamieszania co do mojej roli dziś wieczorem”.

Laurent otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

—Pozwólcie, że oficjalnie się przedstawię — kontynuowałem. — Nazywam się Éléonore Morel, jestem prezesem i większościowym udziałowcem Horizon Global Holdings.

Szmer przerodził się w zamieszanie.

Jeden z menadżerów szepnął:

—Morel… jak rodzina założycielska?