Wziąłem naszyjnik i poprawiłem go sobie na szyi.
Szmaragdy lśniły w świetle sali.
„Impreza się skończyła” – oznajmiłem stanowczo. „Ale jutro dla firmy zaczyna się nowy rozdział. Taki, w którym przywództwo mierzy się nie tytułami, a uczciwością”.
Niektórzy goście zaczęli nieśmiało klaskać.
A potem z większą siłą.
Laurent został sam na środku pokoju, w którym jeszcze przed chwilą odbywało się jego święto.
Poszedłem z Bernardem w stronę wyjścia.
Zanim przekroczyłem próg, na chwilę się zatrzymałem.