Spojrzałem na niego spokojnie.
-Móc.
Zrobiłem kolejny krok naprzód.
—Dałem ci lata, żebyś stał się porządnym człowiekiem, nie wiedząc, kim jestem. Wybrałeś pustą ambicję, upokorzenie i zdradę.
Wziąłem głęboki oddech.
—A dziś wieczorem postanowiłem przestać się ukrywać.
Wziąłem naszyjnik i poprawiłem go sobie na szyi.
Szmaragdy lśniły w świetle sali.
„Impreza się skończyła” – oznajmiłem stanowczo. „Ale jutro dla firmy zaczyna się nowy rozdział. Taki, w którym przywództwo mierzy się nie tytułami, a uczciwością”.
Niektórzy goście zaczęli nieśmiało klaskać.
A potem z większą siłą.
Laurent został sam na środku pokoju, w którym jeszcze przed chwilą odbywało się jego święto.
Poszedłem z Bernardem w stronę wyjścia.
Zanim przekroczyłem próg, na chwilę się zatrzymałem.
Nie oglądając się, powiedziałem:
—Władza nie zmienia ludzi. Ujawnia tylko, kim naprawdę są.