Każda wstążka na jej ciele to nie ozdoba „na pokaz”, ale wspomnienie trudnych dni i surowych standardów. Każdy szczegół jest sprawdzany, weryfikowany, wypracowywany. A na jej ramionach widnieją dwie gwiazdy, chłonące pierwsze promienie poranka. To było moje życie – to, o które w domu rzadko pytano, z którego się nie radowano i którego nie próbowano zrozumieć.
Kiedy podjechałem pod mały kościółek, goście już gromadzili się na schodach. Rozmowy urwały się w pół zdania. Ludzie odwracali się i zdawali się prostować ramiona, nie wiedząc dlaczego. W oczach matki mojego narzeczonego pojawiły się łzy.