Stanęłam w centrum kościoła i nagle uświadomiłam sobie: miałam przed sobą jeden wybór – jedną chwilę, która zadecyduje, do kogo będzie należał ten dzień. Do ich okrucieństwa? Czy do mojej odwagi?
W przeddzień ślubu moi rodzice pocięli moją sukienkę, ale weszłam
I wybrałam odwagę. Nie głośnymi słowami ani dramatycznym przedstawieniem, ale prostą, zdecydowaną postawą – z podniesioną głową, równym oddechem, szacunkiem dla siebie i dla mężczyzny, który czekał na mnie przy ołtarzu.