W Święto Dziękczynienia dostałam od kochanki mojego męża paczkę zawierającą indyka i test ciążowy. Nie spodziewali się tego.

—Kogoś oczekujesz, Lila? —zapytal Cole, podnosząc wzrok.

—Nie —odparłam, potrząsając głową—. Moi rodzice byli poza miastem, a rodzice Cole’a spędzali święto z jego siostrą, Kelsey—. A ty?

Cole wzruszył ramionami i odłożył tartę. Osuszyłam ręce w kuchennym ręczniku i podeszłam do drzwi, bardziej zdezorientowana niż ciekawa. Nadzienie się piekło, ziemniaki były gotowe, a batat wciąż trzeba było utłuc.

I byłam zdenerwowana, że muszę przekazać Cole’owi naszą wiadomość…

—Kogoś oczekujesz, Lila?

Gdy otworzyłam drzwi, nikogo nie było. Tylko małe, brązowe pudełko bez nadawcy.

Zdezorientowana obejrzałam je dookoła, po czym zaniosłam do kuchni i postawiłam obok deski do krojenia.

—Ktoś tu to zostawił, kochanie —powiedziałam—. Nie ma żadnej kartki ani imienia.

Cole zatrzymał się, niosąc tartę dyniową. Przez chwilę tylko patrzył, a potem jego twarz zmieniła się, ledwie zauważalnie, ale ja to wyczułam.