W wieku 61 lat ponownie poślubiłem swoją pierwszą miłość: w noc poślubną

Jej blizny nie opowiadają już historii bólu, ale o przetrwaniu. I za każdym razem, gdy je widzę, nie czuję już przerażenia, lecz wdzięczność. Bo przypominają mi, jak wielkie mam szczęście, że znów mam ją u boku, po całym życiu straconym przez lata.

A może Bóg celowo rozłączył wtedy nasze drogi, abyśmy oboje mogli się nauczyć, co znaczy prawdziwa miłość. Że nie chodzi w niej o młodość ani o piękno. To opowieść o dwojgu ludziach, którzy przeszli przez życie, krwawili, płakali, ale ostatecznie zdecydowali się trzymać się za ręce i iść dalej.

Bo miłość, bez względu na to, jak późno by nie była, zawsze przychodzi na czas.