Piła gorącą czekoladę, a ja patrzyłam, myśląc: dość.
Nie traciłam czasu.
Zabrałam Ruby do szpitala.
Moi koledzy wszystko udokumentowali: zadrapania, siniaki, ślady markera.
Wszystko zapisane w oficjalnym raporcie medycznym.
To już nie były tylko jej słowa ani moje zdjęcia. To był dowód.
W domu wyjąłam prezenty, które kupiłam im na święta.
Dwie koperty z biletami do Disneylandu: jedna dla rodziny Bianci, druga dla Logana.
Jeszcze jedna dla rodziców, weekend w spa.
Nolan od tygodni odliczał dni.
Usiadłam przy stole i podręłam każdy bilet na cienkie paski, włożyłam z powrotem do kopert i zapieczętowałam.
Pierwszego dnia pracy po świętach wysłałam je.
Potem usiadłam przed komputerem.
Anulowałam wszystkie automatyczne przelewy do rodziców.
Kran został zakręcony.
Następny krok: Bianca.
Nolan miał iść na zimowy obóz. Depozyt był już zapłacony.
Zadzwoniłam do obozu.
„Ostateczna wpłata nie nadejdzie.”
Kobieta była uprzejma: „Poinformujemy rodziców. Jeśli zapłacą, miejsce zostanie.”
Idealnie.