Drzwi nawet nie były zamknięte na klucz.
Weszłam, a szczerze mówiąc, wyglądało jak po katastrofie naturalnej.
Choinka była pochylona, jakby opierała się trzęsieniu ziemi.
Stłuczone ozdoby na podłodze, jedzenie rozsypane po dywanie, obrus poplamiony.
A moja rodzina? Tam była, spokojna, jedząc deser i śmiejąc się przy dźwiękach kolęd.
Moi rodzice, siostra Bianca z mężem i synem, brat Logan z żoną i córką.
Jakby chaos nie istniał.
A moja córka, Ruby? Nigdzie jej nie było.
„Co tu się stało?” — zapytałam.