Właśnie się rozwiodłam i wyjechałam za granicę.
— Oczywiście — odparłam cicho. — Bardzo wyczerpujące zajęcie: zburzyć jedno małżeństwo i zbudować nowe. Odłożył telefon na stół z wyraźnym irytacją. — Nie zaczynaj. Doskonale wiedziałaś, że między nami wszystko skończyło się na długo przed Natalią. Spojrzałam na niego uważnie, po raz pierwszy tego wieczoru bez filtra bólu. — Nie, Michał. Między nami wszystko skończyło się w dniu, w którym uznałeś, że możesz kłamać mi prosto w oczy.
Uśmiechnął się krzywo. — Zawsze byłaś zbyt dumna. Zbyt chłodna. Natalia potrafi być miękka. Poczułam, jak coś we mnie ostatecznie pęka. — Miękkość to nie słabość — powiedziałam spokojnie. — Ale manipulacja to też nie miłość. Machnął ręką.
— Dramatyzujesz. — Być może. Ale to ostatni dramat, w którym grasz główną rolę w moim życiu. Zapadła cisza. Przy sąsiednim stoliku śmiała się młoda para. Kiedyś i my tak się śmialiśmy. Przypomniałam sobie dzień oświadczyn — był zdenerwowany, upuścił widelec, a potem uklęknął, nie zważając na spojrzenia innych gości. Wtedy byłam pewna, że to na zawsze. Jak dziwne — „na zawsze” trwało tylko osiem lat.
Wyjęłam z torebki małe aksamitne pudełko. Zauważył ruch i zmarszczył brwi. — Co to jest? Otworzyłam je. Obrączka zabłysła w świetle lampy. — Chciałam oddać ci ją osobiście — powiedziałam. Patrzył na pierścionek tak, jakby widział go po raz pierwszy.