Właśnie się rozwiodłam i wyjechałam za granicę.
— Zostaw sobie. To prezent. — Nie — pokręciłam głową. — To była obietnica. A obietnica już nie istnieje. Położyłam pudełko przed nim. W tym momencie jego telefon zawibrował. Spojrzał na ekran odruchowo. Na jego twarzy pojawiło się napięcie — najpierw irytacja, potem coś na kształt niepokoju. — Co? — zapytałam.
Szybko odwrócił telefon ekranem do dołu. — Nic. Ale zdążyłam zobaczyć imię. Natalia. Wstał gwałtownie.
— Muszę odebrać. — Oczywiście — odpowiedziałam spokojnie. Odszedł w stronę okna. Widziałam jego profil, zaciśniętą szczękę. Mówił cicho, ale ostro. Po chwili jego głos się podniósł. — Mówiłem, to było dawno! … Nie, to nie ma znaczenia! … Kto ci to powiedział? Nie słyszałam odpowiedzi, ale widziałam, jak blednie.
Wrócił do stołu wyraźnie wzburzony. — Jeden z gości na dzisiejszym ślubie powiedział jej jakąś bzdurę — wycedził. — O naszej intercyzie. O tym, że dom jest zapisany na ciebie. Patrzyłam na niego w milczeniu. — I? — Uznała, że coś ukrywam. Że nie powiedziałem jej wszystkiego. Teraz myśli, że ożeniłem się z nią bez pełnej przejrzystości finansowej.