Spojrzałem na zegar. Zbliżała się północ, a na ulicy zapadała ciężka cisza. Lecz we mnie wzbierał zimny wiatr, ostrzejszy niż wszystkie burze, które widziałem.
Otworzyłem okno i wciągnąłem ciepłe letnie powietrze, ale w mojej głowie rozbrzmiewało coś jeszcze: głos mojej matki, słaby, przesiąknięty wstydem i strachem. Żaden syn ani córka nie powinni zaznać takiej ciszy.
Włączyłem silnik. Koła zapiszczały na asfalcie, a droga zaprowadziła mnie do biura w centrum miasta, gdzie mroczne akta mojego ojca czekały na światło dzienne.