Poprosiłam siostrę, by nikomu nie mówiła. Obiecała… i natychmiast złamała obietnicę.
Wkrótce zaczęły napływać wiadomości. Oferty pomocy. Sugestie „ulepszenia” sukni. Jedna kobieta nawet zaproponowała zorganizowanie zbiórki pieniędzy, bym mogła mieć „prawdziwą” suknię. Wszystko odrzuciłam.
Jeśli ktoś potrzebował pomocy, to moja mama.
W dniu ślubu sala była oszałamiająca. Prawie dwustu gości wypełniło przestrzeń. Thomas patrzył na mnie, jakby nic innego nie istniało.
Ale gdy szłam do ołtarza, moja pewność siebie zaczęła się kruszyć. Zauważyłam spojrzenia, słyszałam szepty.
Wtedy moja ciotka Tracy wstała i głośno mnie wyśmiała, pytając, dlaczego noszę suknię z second-handu, skoro wyszłam za bogatego mężczyznę. Kilka osób się zaśmiało.
Zamarłam.