Wyrzuć ją z mojego domu na wsi, nie znoszę jej

Mijały dni, a dzieci szybko się do tego przyzwyczaiły. Tylko on wieczorami zostawał ze swoimi myślami. Czasem podnosił słuchawkę i patrzył na numer matki, ale potem odkładał słuchawkę. Nie był gotowy na wymówki.

Pewnej niedzieli Wiera przyszła do niego z filiżanką herbaty. „Jedziemy do twojej mamy” – powiedział po prostu. Maksym uniósł brwi ze zdziwienia. „Nie sądzę, żeby to był odpowiedni moment…”

„Tak. Musimy znaleźć na to czas” – odpowiedziała łagodnie. „To twoja mama. A dzieci mają prawo do babci. Nawet jeśli nas nie chce, możemy wybrać inaczej”.