Wyrzuć ją z mojego domu na wsi, nie znoszę jej

Po tym wieczorze cisza w domu wydawała się inna. Nie była to już cisza przyjemna, lecz ciężka, niczym cień, który osiada na duszy. Wiera pracowała więcej niż zwykle – dwa razy zmywała naczynia, układała dziecięce ubrania, ocierała kurz z mebli, których nawet nie było widać.

Maksim spojrzał na nią bez słowa. Wiedział, że cierpi, ale nie mógł nic zrobić, by ukoić jej ranę. Trudno mu było wybrać między matką a żoną, ale kiedy zobaczył Wierę odchodzącą bez podnoszenia głosu, z dziećmi na rękach, zrozumiał, że prawdziwa miłość nigdy nie krzyczy. Po prostu milczy i odchodzi.