Wyrzucili ją z samolotu… Ale NIKT nie wiedział, że jest właścicielką…

Obok Victorii usiadła starsza para, mąż i żona po sześćdziesiątce, najwyraźniej Brytyjczycy lecący na wakacje. Rozmawiali przyjaźnie o tym, co chcą zwiedzić w Nicei.
Silniki zawyły. Głos kapitana rozległ się z głośników. – Dzień dobry państwu. Mówi kapitan David Hartley. Witamy na pokładzie lotu Asure Wings do Nicei.
Szacowany czas lotu, 2 godziny 10 minut. Pogoda w Nicei słoneczna, 24°C. Proszę się rozgościć i życzę miłego lotu. – Głos był równy, profesjonalny, nic specjalnego.
Victoria odchyliła się w fotelu, próbując się zrelaksować. Start był płynny. Samolot nabrał wysokości. Wszedł w tryb przelotowy. Stewardesy zaczęły serwować napoje i lekkie przekąski. Victoria zamówiła kawę. Dziewczyna przyniosła ją z uśmiechem. Położyła na rozkładanym stoliku ciastko i serwetkę.
– Dziękuję – powiedziała Victoria. – Proszę bardzo. – Stewardesa skinęła głową i poszła dalej. Na razie wszystko było w porządku. Może skargi pasażerów były przesadzone, może to tylko pojedyncze incydenty.
Ale około godziny po starcie atmosfera na pokładzie się zmieniła. Z tyłu kabiny dobiegł płacz dziecka. Victoria odwróciła się.
Młoda matka próbowała uspokoić niemowlę, które wyraźnie marudziło. Dziecko miało około dwóch lat. Krzyczało i wierciło się w ramionach matki.