Przytuliła go do piersi jak skarb i wyszła ze sklepu bez słowa.
Wioska ucichła, gdy szła ulicą. Ludzie jej nie zatrzymywali. Po prostu patrzyli. Niektórzy z litością. Inni z nieufnością. Jeszcze inni gotowi byli powiedzieć: „Mówiłam”.
Ale Maria nie miała miejsca na ich opinie.
Miała miejsce tylko na swój plan.
W ciągu następnych kilku tygodni dół nabierał kształtów. Ściany zaczęły rosnąć, rząd za rzędem bruzd ułożonych jak zielone cegły. Wkładała między nie wilgotną ziemię i ubijała ją ostrzem motyki.