Pewnego dnia Eduard powiedział do niej: „Chodź ze mną gdzieś”.
Poszli do prywatnej kliniki. Tam, na czystym łóżku, matka Eleny uśmiechała się. Oddychała lżej niż kiedykolwiek. „Leczenie działa” – powiedział jej lekarz.
Elena odwróciła się do Eduarda, a jej oczy wypełniły się łzami. „Zapłaciłeś… za to?”
Skinął głową. „Obiecałem ci, że już nie będziesz cierpieć”.
A potem, po raz pierwszy, Elena przytuliła go bez strachu.
Minął miesiąc. Eduard o nic jej nie prosił. Nie prosił o miłość ani o wdzięczność. Był po prostu przy niej.
Pewnego wieczoru siedzieli oboje w ogrodzie. W powietrzu unosił się zapach kwiatów lipy.
„Kiedy cię zobaczyłem po raz pierwszy” – powiedział – „myślałem, że jesteś po prostu kolejną kobietą próbującą uciec od biedy. Ale… pokazałaś mi, że czasami z desperacji rodzą się czyste dusze”.
Elena długo się w niego wpatrywała. „Może źle zrobiłam, wychodząc za mąż dla pieniędzy. Ale nauczyłam się, że nie wszystko, co się kupuje, daje szczęście”.