Czy tęsknię za ideą ojca? Tak. Czasami. Zwłaszcza w spokojne niedziele, kiedy widzę rodziny na brunchu i mój mózg próbuje mnie przekonać, że bycie włączonym – nawet w złym momencie – jest lepsze niż bycie samotnym.
Ale nie jestem sam.
W końcu jestem wolny. Nie pasierbem, nie dodatkiem, nie niedogodnością, która dzieli rachunki. Po prostu człowiekiem – w pełni sprawnym, dozwolonym i nie targującym się o krzesło.
Jeśli kiedykolwiek musiałeś zerwać kontakt z rodziną, jaki był moment, który sprawił, że to do ciebie dotarło? I jak poradziłeś sobie z poczuciem winy po tym wszystkim – terapia, dystans, granice, coś jeszcze? Podziel się swoimi doświadczeniami w komentarzach, bo ktoś czytający to może nadal siedzieć na końcu stołu, zastanawiając się, czy może wstać i wyjść.