„Nie masz przyjaciela w swoim wieku?”
„Tańczy z woźnym!”
Ktoś prychnął. Ktoś sarkastycznie klasnął w dłonie. Dźwięk uderzył jak kamień.
Poczułam, jak dłoń babci drży w mojej. Jej ramiona opadły. Stopy znieruchomiały.
„Kochanie” – wymamrotała drżącym głosem – „wszystko w porządku. Idę do domu. Baw się dobrze z przyjaciółmi”.
Coś we mnie pękło.
Ścisnęłam jej dłoń. „Proszę, nie odchodź” – powiedziałam cicho.
Potem puściłam.
Poszłam prosto do kabiny DJ-a.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, sięgnęłam po nią i wyłączyłam muzykę.
W sali zapadła cisza. Każdy śmiech ucichł w połowie. Wszystkie rozmowy ustały. Głowy się odwróciły. Telefony zostały odłożone.
Chwyciłam mikrofon.
Serce waliło mi tak mocno, że myślałam, że wszyscy je słyszą. Ręce mi się trzęsły, ale kiedy się odezwałam, mój głos był wyraźny.
„Chcę coś powiedzieć” – powiedziałam. „I czy ci się to podoba, czy nie, usłyszysz mnie”.
Atmosfera w sali się zmieniła. Ludzie wymieniali spojrzenia. Moja babcia stała jak wryta na parkiecie, z szeroko otwartymi oczami i splecionymi dłońmi.
„Ta kobieta, z której się śmiejesz” – kontynuowałam, wskazując na nią – „to moja babcia. Doris”.
Imię brzmiało mocniej, gdy wymawiano je na głos.