Że była najważniejszą osobą w moim życiu. Że bez niej nawet nie zdałabym matury. Że nie obchodziło mnie, co myślą inni.
Długo milczała. Potem skinęła głową, a w jej oczach błyszczała mieszanka strachu i dumy.
W noc balu maturalnego wyciągnęła z głębi szafy starą sukienkę w kwiaty. Trzymała ją starannie złożoną od lat, na coś, czego się nigdy nie spodziewała. Raz po raz wygładzała materiał na kolanach, przepraszając, że nie ma niczego ładniejszego.
Dla mnie wyglądała idealnie.
Sala balowa była głośna, jasna i przytłaczająca. Muzyka dudniła w całym pomieszczeniu. Błyski światła odbijały się od sukienek i garniturów, które wyglądały bardziej jak garnitury niż zwykłe ubrania. Rodzice i nauczyciele stali pod ścianami z telefonami w dłoniach i uśmiechami na twarzach.
Gdy tylko zaczęła grać pierwsza piosenka, chłopaki i ich partnerki wpadli na parkiet, głośno się śmiejąc i popisując.
Nie ruszałam się z miejsca.
Kiedy piosenka się zmieniła, odwróciłam się do babci i wyciągnęłam rękę.
„Czy mogę z tobą zatańczyć?”
Jej twarz natychmiast poczerwieniała. „Och, nie wiem, czy pamiętam jak” – wyszeptała.
„Nauczyłaś mnie wszystkiego innego” – powiedziałam. „Chyba dam radę”.
Zaśmiała się cicho, a jej głos drżał z nerwów, i wzięła mnie za rękę.
W chwili, gdy weszłyśmy na parkiet, wybuchnął śmiech.