Dzieci siedziały wokół niego, słuchając opowieści o lesie. Mężczyźni witali go z szacunkiem. Kobiety przynosiły mu gorącą kawę w chłodne popołudnia.
Zabrała niewidomego męża do lasu… I zostawiła go tam, wiedząc, że sam
Nie był już twardzielem z siekierą.
Bycie kimś było trudniejsze.
Mężczyzna, który przetrwał ciemność.
Każdego popołudnia szedł z laską na skraj lasu. Pozostawał w milczeniu, czując wiatr w sosnach.
Czasem nic się nie działo.
A czasami, podczas nocy pełni księżyca, długie, głębokie wycie rozbrzmiewało w dolinie.
Wtedy pierś Miguela napełniła się ciepłem.
Ponieważ wiedział, że gdzieś wśród starożytnych drzew Oaxaca ma przyjaciela.
Przyjaciel, który nie postrzegał go jako przeszkody.
Przyjaciel, który nie opuścił go, gdy był najbardziej bezbronny.
Przyjaciel, który nauczył go, że ślepota to nie koniec... ale inny sposób na dostrzeżenie tego, co naprawdę ważne.
Od tego momentu, choć jego oczy nigdy już nie ujrzały światła dziennego, Miguel widział wyraźniej niż kiedykolwiek.
Widziałem ich odwagę.