Żaden lekarz nie potrafił wyleczyć syna milionera, dopóki niania nie sprawdziła poduszek…

To spojrzenie na chwilę ją zamarło. Jakby dusza dorosłego mężczyzny została uwięziona w kruchym ciele małego chłopca. Podszedł powoli, bez gwałtownych ruchów, i uśmiechnął się do niego łagodnie, choć w sercu czuł mieszaninę litości, buntu i troski.

— Jeśli będziesz czegoś potrzebował, jestem tutaj, dobrze? Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz, po prostu wskaż mnie ręką.

Bruno mrugnął raz, nie wykonując żadnego gestu. Elena sprawdziła jego urządzenia, kroplówki, leczenie i wszystko wydawało się liniowe, dziwnie idealne. Zbyt idealne. Jakby nikt nie ryzykował zmiany czegokolwiek, niezależnie od tego, czy mu to pomogło, czy nie. A dziecko, choć przebywało w luksusowym pokoju, wydawało się odizolowane od świata, od życia, od dzieciństwa.