Kiedy dotarła do Daniela, nagle odzyskał głos.
—Co… co ty tu robisz? – zapytał, starając się brzmieć swobodnie.
Emma lekko się uśmiechnęła.
— Zaprosiłeś mnie, Danielu. Po prostu nie sądzę, żebyś się spodziewał, że przyjdę.
Na dziedzińcu zapadła ciężka cisza. Sofia, wyraźnie zirytowana, ścisnęła bukiet w dłoniach i spojrzała na niego z pogardą.
— Mój drogi, chyba popełniłeś błąd z tym ślubem. To prywatna ceremonia.
Emma spojrzała na nią spokojnie.
— Nie, nie przyszłam. Przyszłam tylko po to, żeby ci pogratulować i życzyć… powodzenia. Będziesz go potrzebował.
Jej ton był uprzejmy, ale za słowami kryła się cicha siła, rodzaj odwagi, której nikt nie mógł podważyć. Potem spojrzała na Daniela.
— A gdybyś się zastanawiał, tak… to twoje dzieci.