Zamknęłam oczy i po raz pierwszy od trzech dni poczułam się bezpiecznie. Tam, w pokoju, który nie był mój, ale który odziedziczył utraconą miłość Sofii, poczułam, że może, ale tylko może, nie jestem sama na świecie.
Po kilku minutach cicho zapukała do drzwi.
„Śniadanie czeka na ciebie”.
Kiedy zeszłam na dół, stół był nakryty jak na wigilię: jajka, tosty, gorąca herbata, ser, domowy dżem. Proste rzeczy, ale dla mnie wydawały się prawdziwą ucztą. Byłam głodna od dwóch dni.
„Jedz, kochanie” – powiedziała, nalewając mi herbatę.
Jadłam powoli, zawstydzona tym, jak bardzo chciałam to wszystko pochłonąć. Max spał u jej stóp, a moje ręce drżały na kubku.
„Nie musisz mi nic mówić” – zaczęła. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz chciała… posłucham.
I posłuchałam. Chciałam więcej, niż myślałam. Więc powiedziałam jej wszystko: o rodzicach, którzy wyrwali mnie ze swojego życia jak odłamek, o chłopaku, który wymazał mnie jak plamę na ekranie, o deszczu, głodzie, strachu.
W końcu zamilkła na kilka sekund.