…a jej słowa spadły na mnie jak ciepły koc, pośród zimna. Poczułam gulę w gardle, jedną z tych, które nie pozwalają oddychać ani płakać. Minęło dużo czasu, odkąd spotkałam kogoś, kto rozmawiał ze mną bez osądzania, bez oceniania mnie od stóp do głów, bez przypominania mi o błędzie, który rzekomo popełniłam.
Usiadłam na brzegu łóżka, a kobieta – którą później poznałam jako Doamna Mariana – zaciągnęła zasłony, wpuszczając światło do pokoju. Zasłony odzwierciedlały coś z jej milczenia, z tego spokojnego sposobu, w jaki patrzyła na świat.
„Masz czas” – powiedziała mi. „Najpierw oddychaj. Resztę zrobimy po kolei”.