Nie zabrał jej do siebie. Zabrał ją do małego, czystego hotelu w centrum miasta.
Kupił jej ubrania. Ciepłe jedzenie. Mleko dla dziecka. Trzymał Bogdana w ramionach, aż zasnął, a Julia płakała w łazience, przy lecącej wodzie, jakby wstyd mógł zmyć z niej całą wodę.
Następnego ranka Constantin zaczął dzwonić.
Pierwszy telefon był do starego prawnika, z którym wcześniej rozwiązywał delikatne sprawy. Drugi do notariusza. Trzeci do znajomego z banku.